18 lipca 2012

Lipcowy Glossybox

Glossybox, to comiesięczna prenumerata miniaturek pięciu kosmetyków, które przynosi nam kurier do domu. Elementem zabawy jest to, że żadna z dziewczyn, która czeka na pudełko, nie wie, co w nim będzie. Taki element niespodzianki, jak mały prezent pod choinkę :) Dla mnie, łakomej poznania nowości kosmetycznych marek, których nie używałam jeszcze, to ogromna pokusa!

Niespodzianka ma jednak to do siebie, że nie zawsze się podoba. Nie wszystkie produkty zachwycą w działaniu, ale takie testowanie, to dobra okazja, żeby się ustrzec, przed kupieniem bubla. Z drugiej strony można też trafić na produkt, który się naprawdę przyda, a na który, na drogeryjnej lub aptecznej półce nawet byśmy nie spojrzały!

W tym miesiącu paczka Glossybox zawierała:


Jakie są pierwsze moje wrażenia? Jestem bardzo zadowolona z tego boxa, dostałam produkty, których nie znam i chętnie przetestuję.

Bardzo ucieszyłam się z wybielającego lakieru do paznokci Alessandro: Pro White Original, który jest przezroczysto-fioletowy i dwie jego warstwy na moich paznokciach spowodowały ich zdrowszy wygląd i leciutkie raczej rozbielenie końcówek paznokci, mało zauważalne niestety. Lakier ma świetny pędzelek i zobaczymy, czy sprawdzi się również jako baza pod lakier kolorowy..


Maski do włosów uwielbiam i stosuję namiętnie, więc tą, firmy Über przetestuję przy najbliższej okazji, tym bardziej, że ma dobry skład i jako kosmetyk naturalny i nietestowany na zwierzętach ma szansę stać się moją na długi czas :) Jeśli się sprawdzi, oczywiście.

Tusz do rzęs to pełnowymiarowy produkt angielskiej marki Nouveau Lashes, zajmującej się między innymi przedłużaniem i zagęszczaniem rzęs. Mam akurat takie rzęsy i szczerze mówiąc tusz do nich raczej mi nie jest w tej chwili potrzebny, chyba, że na dolne rzęsy, żeby wyrównać efekt zagęszczania. Myślę, że jeśli mi się te moje 'państwowe' rzęsy przerzedzą, to wypróbuję, bo z tego, co doczytałam, nie powinien szkodzić klejowi takich rzęs.


Krem pod oczy Siquens już zaczęłam używać. Pierwsze wrażenia: delikatny, dobrze się rozprowadza i wchłania. Ma dość neutralny, delikatny zapach i bajeranckie drobinki, które widać, ale malutko i dopiero jak się specjalnie przyjrzeć. Cieszę się, że Glossybox dopasował wersję tego kremu do mnie i dostałam krem o mocniejszym działaniu.

Żel pod prysznic Lierac ma nawilżać i jest na bazie ekstraktów z 3 białych kwiatów: gardenii, kamelii i jaśminu. Zapach dla mnie lekko duszący, wolę świeże lub czekoladowe, ale ciekawi mnie jak to będzie z nawilżaniem, bo produkt ma na drugim składzie Sodium Laureth Sulfate (SLS), który powoduje u mnie przesuszanie skóry przy dłuższym używaniu, chyba że pozostałe składniki, jak np. roślinna gliceryna to zneutralizują. Zobaczymy dosłownie w praniu :)

3 komentarze:

  1. Dostałam gb z taką samą zawartością.
    Powodzenia w blogowaniu na nowym blogu:)

    OdpowiedzUsuń
  2. mam GB z tą samą zawartością;)

    OdpowiedzUsuń