Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ciała. Pokaż wszystkie posty

26 marca 2015

Rexona Women Maximum Protection

Po tym, jak Yves Rocher zastąpiło swój genialny antyperspirant na zwykły, niedziałający dezodorant, długo szukałam czegoś skutecznego, coś, co utrzymywałoby suchość pod pachami, delikatność, nienachalny zapach oraz poczucie pewności, że "tam" jest wszystko w porządku.

'Przeszłam' przez kilka dezodorantów i antyperspirantów, między innymi: nacięłam się na ten nieszczęsny dezodorant YR - nie wiem, co on robi, bo nawet zapachu mi nie trzymał.. Był też Dermo Rassoul skin-moisturing deodorant, który może i chroni, ale bardzo bieli ubranie..
oraz Ziaja Anty-perspirant 'Bloker', do którego nie nabrałam zaufania, bo raz niby działał, raz niekoniecznie i szukałam czegoś innego, czego będę naprawdę pewna w 100%..

Aż w końcu znalazłam całkiem przypadkiem Rexonę Women, Maximum Protection 48h Anti-Perspirant Deodorant (24,99 zł). Kupiłam i już po pierwszym użyciu byłam zachwycona. Umiarkowanie, żeby nie rozbudzać nadziei, że oto znalazłam wreszcie dobry produkt.. ale teraz, po kilku miesiącach używania mogę śmiało stwierdzić, że ten antyperspirant u mnie się sprawdza, a ja jestem zachwycona jego działaniem. Czuję się świeżo i pewnie - a o to mi właśnie chodziło!



Preparat jest w formie kremu, który wyciska się, przekręcając dwa razy kółko na spodzie opakowania. Tyle preparatu wystarczy pod jedną pachę. Należy dobrze rozsmarować produkt cienką warstwą, to jest warunek do tego, żeby antyperspirant nie bielił ubrań. Na czarnych, bardzo ciasnych ubraniach może odrobinę być białego nalotu, ale naprawdę tylko trochę. Przy luźniejszych koszulkach problem w ogóle nie występuje. Ja mam takie odczucia, ale stosuję też antyperspirant nieco inaczej, niż firma zaleca. Firma proponuje mianowicie użycie produktu na noc. Aplikacja wieczorna ma zapewnić lepszy efekt, ponieważ aktywne składniki mają wtedy "doskonałe warunki i pozwala (to) formule nadbudować silną warstwę ochronną na następny dzień". Takie użycie ma gwarantować skuteczność i ochronę przez cały następny dzień, nawet po porannym prysznicu. Firma jednak informuje, że Rexonę Maximum Protection można zastosować ponownie także rano. Ja stosuję tylko rano. Być może, gdybym stosowała wyłącznie na noc nie musiałabym się w ogóle zastanawiać ewentualnym jasnym nalotem na ubraniu, chociaż ta odrobina jakoś wcale mi nie przeszkadza.

Skład z opakowania: Cycopentasiloxane, Aluminium Zirconium Tetrachlorohydrex GLY, Dimethicone, Cyclomethicone, Cera Microcrystallina, Paraffin, Parfum, Silica, Sodium Starch Octenylsuccinate, Maltodextrin, Hydrolysed Corn Starch, Dimethicone Crosspolymer, BHT,  Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl ALcohol, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Cinnamyl Alcohol, Citral, Citronellol, Coumarin, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool



Antyperspirant spełnia moje wymagania, działa długo, solidnie i jestem go pewna. Nie podrażnia, nie szczypie. Delikatnie i świeżo pachną moje ubrania. Jedyną jego wadą jest to, że jest mało wydajny. Stosowany raz dziennie wystarcza na około półtorej do dwóch miesięcy. Półprzezroczyste, mleczne opakowanie pozwala na śledzenie ubytku i zaopatrzenie się w odpowiedniej chwili w następny egzemplarz. Użyłam już kilka sztuk, skóra nie przyzwyczaiła się do tego produktu, nadal działa. W Rossmannie pojawił się ostatnio taki sam produkt, o tym samym składzie, tylko bez napisu '48h' i o złotówkę tańszy.. Nie wiem, co planuje firma, ale ten nowy również działa :)

Ciekawa jestem z jakich antyperspirantów/dezodorantów jesteście najbardziej zadowoleni?

07 stycznia 2014

Moje Hity kosmetyczne 2013 roku

W Moich Hitach 2013 chcę przedstawić Wam kosmetyki, po które najczęściej sięgałam w minionym roku, takie, które mnie zachwyciły i wybierając z wielu podobnych, właśnie te wybierałam, będąc pewna, że mnie nie zawiodą.

Moich ulubieńców podzieliłam na kategorie. Oto one:

Kategoria PODKŁAD:


Innisfree Eco Natural Green Tea BB Cream with green tea SPF25 / PA++

Nie używam podkładu już od kilku lat, natomiast doskonale zastępują mi go kremy BB. W tym roku najczęściej używałam kremu kupionego na Ebay'u: Innisfree Eco Natural Green Tea BB Cream.
Dla mnie jest prawie doskonały, prawie -  bo gdyby dotrzymywał na twarzy w niezmienionym stanie od 7 rano do 24 wieczorem, to byłby doskonały :) Ale który produkt tak ma? ;)
Zalety: ma naturalne składniki i filtr, dobrze i wystarczająco kryje pozostając przy tym lekkim, ma jasny odcień beżu, wspaniale wtapia się w cerę i podkreśla jej piękno. Nie wchodzi w załamania skóry, nie podkreśla porów. Jest lekki w konsystencji i gładki w nakładaniu. Moja skóra bardzo go lubi! Wad nie ma, no, może poza jedną, trzeba go kupować za granicą.



Kategoria KOREKTOR:


Collection 2000 Lasting Perfection Ultimate Wear Concealer
oraz
Everyday Minerals Intensive Fair concealer

Działanie Collection 2000 poznałam właśnie w 2013 i bardzo mi ono odpowiada. Z tego, co widzę na blogach i yt też, więc nie tylko u mnie ma plusa. Mam najjaśniejszy odcień: Fair 1. Świetnie kryje, długo się trzyma, nie migruje na twarzy i ładnie rozświetla okolicę oczu. I do tego niedrogi, chociaż trzeba go ściągać z UK, lub kupować na aukcjach. 
Miejsce ex aequo zajmuje drugi produkt, tym razem mineralny korektor w proszku. Jest to jeden z najbardziej kryjących i najlepiej trzymających się u mnie produktów tego typu. W dodatku jest jasny i doskonale wtapia się w skórę, przykrywając nawet mocniej widoczne przebarwienia. Uwielbiam go!



Kategoria PUDER:


Laura Mercier Loose Setting Powder Translucent

Kupiłam na Truskawie i nie żałuję wydanych na niego pieniędzy. Ten sypki puder pięknie rozświetla skórę i powoduje, że staje się ona aksamitna i delikatna z wyglądu. Nie ma drobinek, odcień to jasny beż, bez różowych tonów, bez zapachu. Puder ten jest bardzo drobno zmielony, w dotyku bardzo delikatny, producent twierdzi, że zawiera talk stworzony na bazie najlepszego francuskiego kaszmiru i składnik odbijający światło. Ja widzę u siebie rezultat: delikatna, rozświetlona nienachalnie cera, która wygląda świeżo i na wypoczętą nawet po niekoniecznie przespanej nocy ;)



Kategoria RÓŻ:


Róż Kryolanu Glossy Rosewood

W minionym roku na zmianę używałam kilka róży, m.in. Bell (bardzo dobry i tani!), MAC'a, Lancone i Clinique, ale pierwszeństwo oddaję różowi Kryolan w kolorze Glossy Rosewood, który otrzymałam i pokazywałam w styczniowym Glossyboxie. Pięknie wygląda na policzku, miękko się nakłada i jest dość trwały.


Kategoria BRONZER:


W7 Honolulu

Ma bardzo ładny odcień brązu, doskonale pasuje do mojej bladej skóry. Nie jest pomarańczowy, ma chłodnawą tonację w kierunku neutralnej i jest matowy. Lubię go i jego niewygórowaną cenę :)
Ten bronzer często jest porównywany z hitowym bronzerem BeneFitu o nazwie Hoola.


Kategoria TUSZ DO RZĘS:


Bourjois Mascara TWist up the VoluMe kolor 21 Black

Ten tusz podbił me serce w minionym roku, przebił dwóch ulubieńców: Nouveau Lashes Noir Mascara oraz YSL Mascara Singulier i znalazł się w czołówce najfajniejszych moich tuszy roku 2013. Przede wszystkim pięknie wydłuża i zagęszcza rzęsy oraz wspaniale je rozczesuje. Jest bardzo wygodny w użyciu, nie wymaga jakichś specjalnych zabiegów i niepotrzebnej ekwilibrystyki. Jeden raz maluję szczoteczką skręconą w spiralkę, potem jednym ruchem przekręcam trzonek i prostuję szczoteczkę. Drugą warstwę nakładam prostą, rozczesując rzęsy. Piękna czerń, dobrze rozczesane rzęsy, maskara długo się utrzymuje i nie osypuje. Świetny tusz i już!
[źródło zdjęcia: strona Bourjois UK]

Kategoria PĘDZEL:
Hakuro H77

Pędzelek firmy Hakuro, który stosuję do delikatnego rozcierania cieni. Ma czarne włosie i okrągłą średnicę. Pędzelek zwęża się ku końcowi, jest miękki i delikatny. Rano potrafię zrobić nim często cały makijaż oka, jeśli korzystam z maksymalnie dwóch cieni i efekt ma być bardzo delikatny i naturalny.

[źródło zdjęcia: strona makeupbox]


Kategoria CIENIE DO POWIEK:
Niezmiennie od jakiegoś czasu moją ulubioną paletką jest:

KIKO Color Ferev Eyeshadow Palete nr 01 Unexpected Rosy Taupe

Niesamowite są te cienie i tyle. Przepiękne, najcudowniejsze i najukochańsze kolory jakie kiedykolwiek widziałam, cienie świetnie się nakładają, super blendują i wspaniale uzupełniają. Kocham miłością pełną! <3


Kategoria KREDKA/EYELINER:


Avon Eye liner Glimmerstick diamonds w kolorze smokey diamond

Może i nie przepadam za tą firmą, ale niektóre produkty mają świetne. Jednym z takich produktów jest właśnie ta wysuwana kredka w kolorze ciemnoszarym z delikatnymi drobinkami.Drobinki nie są nachalne, kredka jest miękka i świetnie wygląda na powiece. Uwielbiam ją. Mam wszystkie kolory, ale ten wspomniany lubię najbardziej!



Kategoria POMADKA/BŁYSZCZYK:


Chanel Rouge Coco w kolorze 09 Organdi Rose

Uwielbiam ją, leciutko (ale dosłownie o włos) wyprzedziła drugą moją ulubienicę lat poprzednich Guerlain Rouge G Betsy B62. Pomadka Chanel doskonale się nakłada, trzyma się ust długo, nie rozmazuje, świetnie nawilża i pięknie wygląda! Hicior totalny.



Kategoria LAKIER DO PAZNOKCI:
W mijającym roku odkryciem były dla mnie trzy firmy: Essie, przed którą długo się broniłam, ale się dłużej nie dało, Golden Rose oraz lakiery piaskowe Wibo. Gdybym miała wskazać jeden jedyny lakier który najbardziej mnie zachwycił w 2013 roku to niekwestionowanym hitem byłby:



Kategoria PRODUKT DO WŁOSÓW:
Tu mam opory, w sumie najczęściej używałam i zachwycałam się Balsamem na brzozowym propolisie nr 2 Planeta Organica, ale baardzo mocno spodobało mi się też działanie na włosy Artego Dream Repair K lotionu, który przesłonił mi nieco tę kategorię. Niestety znam go tylko z jednej małej buteleczki z marcowego Glossybox'a i dlatego jeszcze go nie (d)oceniam. W tym przypadku faworytem zostaje więc:

Balsam na brzozowym propolisie nr 2 Planeta Organica

za to, że pozostawia sypkie, ładne włosy i to korzystając wyłącznie z darów Natury! Podziwiam działanie.



Kategoria: PRODUKT DO PIELĘGNACJI CIAŁA:

Bielenda Cukrowy Peeling do Ciała GRANAT

Uwielbiam ten peeling! Nie dość, że pięknie pachnie, to jeszcze dobrze działa jako zdzieracz, nawilżając przy okazji. Zużyłam kilka pudełek i nie mam go dość. Najczęściej, bo codziennie, stosuję go wcierając lekko w stopy, dzięki czemu niepotrzebne są pumeksy i inne cuda-wianki. On załatwia większą część pielęgnacji dając mi komfort zadbanych stóp.  I ciała :)



Kategoria KREM DO TWARZY:
Moim ulubionym produktem jest produkt z trzema kwasami:


Bandi Krem z kwasem pirogronowym, azelainowym i salicylowym


W połączeniu z kilkoma produktami wspomagającymi spowodował u mnie zmniejszenie widoczności porów, wygładzenie cery, lekkie rozjaśnienie, zmniejszenie ilości niedoskonałości, wygładzenie i poprawę jędrności skóry. Bardzo lubię efekt działania kwasów, a w tym kremie są aż trzy! Mam teraz cerę na tyle wyjściową, że w sumie wystarczyłoby ją lekko oprószyć pudrem i pokazywać na pokazach :)

[źródło zdjęcia: strona Bandi]

Kategoria ZAPACH:

GUERLAIN Aqua Allegoria Mandarine Basilic Eau De Toilette

Zapach najbliższy ze znanych mi, do mojego ideału zapachu. Świeży, roślinny i wspaniały na ciepłe dni!
Nuty zapachowe:
Nuta głowy: zielona herbata, bluszcz, klementynka, czerwona pomarańcza, kwiat pomarańczy
Nuta serca: mandarynka, bazylia, piwonia, rumianek
Nuta bazy: ambra, drzewo sandałowe

[źródło zdjęcia: strona Guerlain]

Czy Wasze kosmetyczne hity pokrywają się z moimi??
Moc uścisków na Nowy Rok!

01 sierpnia 2013

Filtry i ochrona przed fotostarzeniem część 2



Jakie są oznaczenia faktorów? *[1]

Faktor to oznaczenie stopnia ochrony przeciwsłonecznej. Jakie są oznaczenia na opakowaniach kremów z filtrami? Najczęściej spotyka się: SPF, IPD i PPD.

Ochronę przed UVB najczęściej określa faktor SPF lub IP (ang. Sun protecitive factor lub IP - fr. Indie de protection).
SPF określa zdolność kosmetyku do ochrony tylko przed rumieniotwórczym promieniowaniem UVB, czyli ogólnie mówiąc przed poparzeniem. Określa o ile później pojawi się rumień, np. SPF15 oznacza, że jeśli normalne rumień pojawiłby się po 20 minutach, to po zastosowaniu kremu z tym filtrem pojawi się po 15x20min, czyli po 300min=5godzinach. Teoretycznie, zaraz wyjaśnię dlaczego.

Ochrona przed UVA mierzona jest dwoma faktorami: IPD oraz PPD (ang. Immediate Pigmentation Darkening, Persistant Pigmentation Darkening). Dwie nazwy, bo są dwie różne metody określania efektów działania promieni UVA na skórę. Oba faktory oznacza się przeprowadzając testy na ochotnikach,  bezpośrednio na ludzkiej skórze i opierają się na pomiarze pigmentacji lub rumienia wywołanego pod wpływem promieni UVA.
IPD=100 oznacza 100% ochrony przed UVA, ale takie filtry nie istnieją, możliwa jest ochrona do 80-90%.
PPD=7 oznacza, że do skóry wnika 7 razy mniej energii promieniowania UVA. Faktor PPD jest obecnie najbardziej wiarygodnym współczynnikiem określającym stopień ochrony UVA. Najwyższe, osiągalne obecnie wartości faktora PPD mieszczą się w granicach PPD 30.

Krem powinien chronić przed obydwoma promieniowaniami UVA i UVB, dlatego należy szukać w sklepach takich, które mają oznaczenie zarówno SPF, jak i IPD i/lub PPD. Ja, na swoją twarz latem wybieram kremy z SPF 50+ i jak najwyższym IPD, PPD. Na ciało nie schodzę poniżej SPF 30. Dlaczego takie wysokie faktory? Ponieważ nie zależy mi na opaleniźnie, a na ochronie przed starzeniem i poparzeniem. Nie jestem też pewna, czy nakładam dostatecznie dużą ilość kremu z filtrem. Jeśli nałożę ten z wyższym faktorem, ale mniej to tak czy siak, nawet jeśli ochrona spadnie, to będę ją miała. O czym niżej..

[źródło zdjęcia: na-telefon.org]
 
Jak stosować kremy?

Kremy z filtrem przeciw promieniowaniu UVA i UVB nie są jedyną możliwą ochroną przed promieniowaniem słonecznym, ale dość znaczącą i wręcz niezbędną, gdy w żaden sposób słońca nie możemy uniknąć. Są jednak one skuteczne, gdy nałożymy ich odpowiednią i to wcale niemałą ilość na skórę. Dlatego wspomniałam wyżej o teorii, ponieważ zazwyczaj nakłada się dużo mniej kremu na ciało, niż należałoby. W rezultacie ochrona przed promieniowaniem bardzo spada. 

Aby uzyskać ochronę podaną na opakowaniu należy nałożyć 2mg produktu z filtrami na każdy cm2 skóry *[2], czyli po przeliczeniach: 

na twarz i szyję należy nałożyć ok. 2-2,5 ml
na samą twarz ok. 1,5-1,8ml 
 
Ogólnie patrząc, należałoby wklepać w cerę około połowy łyżeczki kremu! Ideałem byłoby nie nakładać na to niczego więcej, ale jeśli musimy nałożyć podkład, to najlepiej nakładać go tak, by nie zetrzeć filtru pod nim, wklepując go delikatnie. Na to idealnie byłoby nałożyć puder mineralny, który sam w sobie stanowi ochronę przed promieniowaniem i jest mineralną barierą odbijającą światło.

W czasie intensywnego pobytu na słońcu korzystamy z kąpieli wodnych, pocimy się.. filtr się ściera lub zmywa z ciała, dlatego dobrze jest ponawiać aplikację kremu, np. po każdej kąpieli lub zwiększonym wysiłku sportowym.


Ważne jest również to, żeby krem z filtrami był fotostabilny, to znaczy, żeby filtry nie ulegały rozkładowi pod wpływem słońca i cały czas chroniły. O stabilności napiszę jednak następnym razem.

 

22 lipca 2013

Filtry i ochrona przed fotostarzeniem część 1

Chciałabym przedstawić Wam moje spojrzenie na sprawę filtrów i ochrony skóry przed starzeniem. Specjalistą nie jestem, mam jednak nadzieję, że zachęcę w ten sposób do szukania informacji we własnym zakresie. Na początek nie obejdzie się bez odrobiny podstaw, postaram się jednak opisać to wszystko bardzo krótko i na temat.

Promieniowanie ultrafioletowe, na co wpływa?  *[1]
Promieniowanie ultrafioletowe UV jest najistotniejszym czynnikiem wpływającym na proces starzenia skóry. Jego naturalnym źródłem jest słońce, generujące trzy rodzaje promieniowania: UVA, UVB i UVC.

I tak, w bardzo skondensowanej formie:

promieniowanie UVC jest pomijalne, bo prawie całkowicie zatrzymywane przez warstwę ozonową ziemi,

UVB penetruje naskórek i skórę właściwą, odpowiada za powstawanie rumienia po opalaniu, a w wyniku obrony skóry przed tym promieniowaniem - efektu opalenizny. To za jego przyczyną powstają poparzenia posłoneczne, przyśpiesza się starzenie skóry, sprzyja rozwojowi nowotworów. Przez dłuższy czas właśnie promieniowanie UVB uważano za szkodnika, jednak...

... to promieniowanie UVA jest o wiele groźniejsze! A chociażby dlatego, że jest w stałym natężeniu przez cały rok: zimą i latem, niezależnie od pogody, od rana do wieczora! Przenika przez szyby, ubranie i chmury i dociera aż do tkanki podskórnej, będąc odpowiedzialnym za fotostarzenie, fotoalergie i nowotwory skóry. Nie powoduje zabarwienia skóry, nie powoduje poparzeń. Większe dawki mogą powodować powstawanie przebarwień, trudnych do usunięcia, bo powstają głęboko.

Jak się chronić, zalety i wady?
Oprócz unikania słońca w godzinach, kiedy najmocniej świeci, noszenia okularów, chronienia głowy dowolnymi nakryciami, stosujemy kremy z filtrami. Nowoczesne kremy z filtrami zawierają filtry chroniące zarówno przed promieniowaniem UVB (poparzenia, rumień, opalenizna) jak i przed UVA (fotostarzenie, odczyny fotoalergiczne). Podstawowymi zaletami stosowania kremów z filtrami jest ochrona przed czynnikami powodującymi nowotwory, ochrona przed przyśpieszeniem starzenia się oraz ochrona przed poparzeniami posłonecznymi.

I właśnie dlatego jestem zwolenniczką stosowania filtrów chroniących przed UVB i co ważniejsze: również przeciw UVA, codziennie.

Wadą ochrony filtrami jest mniejszy stopień opalenizny. Smarując się kremami z filtrami opalisz się, ale wolniej, bezpieczniej i bez poparzeń. Dla mnie taka wada staje się wręcz zaletą, w przeciwieństwie jednak do zwolenników mocno ozłoconej skóry. A przecież poparzenia, swędząca i schodząca skóra raczej nie są tym, do czego się dąży.. prawda? W dzieciństwie opalałam się na czekoladkę, jednak w pewnym momencie zauważyłam u siebie mniejszą tolerancję na słońce, określoną jako odczyn fotoalergiczny (wysypka na dekolcie, swędzenie, zaczerwienienie), a wtedy jeszcze nie wiedziałam o wpływie słońca na starzenie się skóry. Wtedy nieświadomie zaczęłam unikać mocnego nasłonecznienia i moja skóra uspokoiła się. Od wielu lat znam przyczynę wcześniejszej fotoalergii i już świadomie działam w tym kierunku, by jak najdłużej wyglądać młodo i mieć piękną cerę.


Po latach...
Niezdecydowanym jeszcze na stosowanie filtrów polecam analizę zdjęcia 69-letniego mężczyzny, kierowcy ciężarówki. Przez 28 lat pracy za kierownicą, lewa strona jego twarzy była narażona na wyższą ekspozycję słońca, czyli promieniowanie UVA (szyba samochodowa zatrzymuje promieniowanie UVB) niż prawa strona twarzy. Wiosną 2012 roku NEJM – The New England Journal of Medicine opublikował poniższe zdjęcie, które obiegło cały świat.. Rezultaty nasłonecznienia widać gołym okiem..



Warto się tym zainteresować? 
Moim zdaniem warto! Przecież chcemy być piękne i wyglądać młodziej niż wskazuje metryka.. 
przez całe życie!





*[1] BIO-MED® Medycyna i Kosmetologia Estetyczna

28 października 2012

peelingi myjące - uzależniają

Muszę się do czegoś przyznać. Jestem uzależniona od peelingów myjących. Wszystko oczywiście przez internet i dziewczyny z blogosfery. Pierwszy był peeling cukrowy z Perfecty pomarańczowo - waniliowy. Uwielbiam wszystkie pomarańczowe, cytrynowe, limonkowe zapachy.

Jest to produkt dosyć gęsty i wydajny. Niewielka jego ilość daje radę w umyciu całego ciała. Dzięki temu, że jest gęsty nie marnuje się go dużo w czasie użytkowania. Ale ale zauważyłam, że zanim skóra się do niego nie przyzwyczaiła zapychał mnie na dekolcie. Ale gdy zaczęłam używać go rzadziej (bo są inne uzależniacze) nie było więcej niespodzianek. Pozostawia na skórze tłusty przyjemny film.


Następny był gruboziarnisty peeling czekoladowy. Mhhh taki ma zapach, że tylko go zjeść (ale nie smakuje dobrze - próbowałam).


Ten ma bardziej płynną formułę, ale wbrew pozorom niezbyt wiele się marnuje na szczęście przy używaniu. Nie jest tak gruboziarnisty jak ten wyżej (wbrew nazwie), ale łatwo się rozprowadza na ciele. Zostawia bardzo niewielki film na skórze.


Bielenda ze swoim peelingiem trafiła do mnie po rekomendacji Naili. Byłam bardzo ciekawa zapachu tego peelingu no i rzeczywiście - zapach jest pyszny.

Mimo, iż jest cukrowy, cukier nie jest bardzo mocno wyczuwalny w użyciu. Ten produkt mimo, że jest średnio gęsty nie jest zbyt wydajny, ma jakąś taką konsystencję, że wymyka się z rąk przy myciu. Ma śliczny arbuzowy kolor.

Ostatnie moje odkrycie to peeling solny z Rossmana.

Sól morska zmieszana z olejkami eterycznymi, bardzo gruboziarnisty i szorstki, fajnie peelinguje ciało. A dodatkowo olejki bardzo intensywnie pachną i zostają jeszcze długo po kąpieli w powietrzu. Na ciele zostaje też po nim najbardziej tłusty film. Zapach nie wszystkim musi się podobać - mi się kojarzy z męskimi zapachami kąpielowymi - uwielbiam.
Jeśli chodzi o opakowania to Perfecta i Bielenda mają oszukańcze słoiki - to znaczy słoik wygląda na duży, ale w środku dno jest stanowczo wyżej, niżby się na pierwszy rzut oka wydawało. Peeling W&B jest w szklanym słoiku zapinanym taką metalową klamrą, która dziwnie koroduje, a poza tym jakoś do szkła nie mam zaufania w wannie.
Na koniec tabelka podsumowująca:



Perfecta
Ziaja
Bielenda
W&B
gęstość
gęsty
prawie płynny
średnio gęsty
b. gęsty
film na ciele
4
2
2
5
ziarna
4
2
3
5
zapach
pomarańczowy
czekoladowy
granat
świeży, męski
łatwość w rozcieraniu
3
5
4
3
  1-  najmniej, 5 - najwięcej


09 sierpnia 2012

Masaż bańką chińską

Bańki chińskie kojarzyły mi się do niedawna ze szklanymi, które ogrzewane nad ogniem i stawiane na plecach zasysały skórę poprzez wytworzenie w bańce niewielkiego podciśnienia. W efekcie czego wzmagało się ukrwienie skóry i mobilizowało siły obronne organizmu do walki z chorobami, najczęściej układu oddechowego. Przeciwnicy tej metody porównują korzystne działanie stawiania baniek do efektów placebo. Ja nie odrzucam tej metody leczenia, tym bardziej, że i mi kiedyś pomogła, oraz dlatego, że wywodzi się z kręgu tradycyjnej medycyny chińskiej oraz medycyny arabskiej, a naukowe wynalazki obu tych kultur podkręcają nasze życie do czasów dzisiejszych..

Nowoczesne bańki chińskie są gumowe i dużo prostsze w obsłudze, niż dawniejsze szklane, a ostatnio bardzo modnym zabiegiem kosmetycznym jest masaż bańką chińską. Postanowiłam więc go wypróbować i zapisałam się do kosmetyczki na testowy masaż ud. Kosmetyczka posmarowała skórę olejkiem do masażu, ścisnęła bańkę i przystawiła do skóry. Masaż polegał na przesuwaniu zassanej bańki w dół i górę, czasem na boki. O matko, jak to na początku bolało... po jakimś czasie jednak, jak poczułam, że masowana skóra się rozgrzewa, przestało tak boleć.
[źródło zdjęcia: apteka Słonik]

Masaż bańką chińską ma pomóc w walce z cellulitem uelastyczniając i wygładzając skórę, rozbijając tkankę tłuszczową i zwiększając ukrwienie tkanek. Ułatwia też wchłanianie preparatów wyszczuplających i ujędrniających, zastosowanych po zabiegu. Działa to, podobnie, jak w szklanych bańkach, na zasadzie podciśnienia, które wytwarza się w bańce przez usunięcie z niej powietrza. Powoduje to zassanie skóry i tkanek leżących pod bańką, wpływając na intensywne ich przekrwienie, a w rezultacie na poprawę elastyczności skóry.

Znalazłam też informację, że masaż ten może też działać jako drenaż limfatyczny, czyli oczyszczająco na organizm. I tutaj mam nieco mieszane uczucia, bo akurat drenaż uważam za wyższą szkołę jazdy i dobrze trzeba wiedzieć co i w którą stronę należy masować i naciskać.. a przy masażu bańką, jaką zaprezentowała mi kosmetyczka, wzdłuż uda w górę i w dół, raczej się tego nie kontroluje. Można by było zrobić namiastkę drenażu, gdyby się masowało w jedną stronę, w tym przypadku, od kolan w górę, odessać bańkę, zassać blisko kolan, pociągnąć w górę i dalej bawić tą metodą.. ciągnąc bańkę zgodnie z ruchem limfy w naszym organizmie.

Tuż po zabiegu czułam się nieco obolała, relaksujące to nie było na pewno. Następnego dnia pojawiły mi się gdzieniegdzie siniaki, zwłaszcza w delikatniejszych miejscach, na zewnętrznej stronie. Wewnętrznej kosmetyczka mi nie ruszyła nawet. Po dwóch dobach nadal czuję dyskomfort. Mam wrażenie, że jak na pierwszy raz zabieg był nieco za mocno przeprowadzony. Podobno zabieg żelazkiem antycellulitowym jeszcze bardziej boli, a ja jakoś nie mam ochoty na jego wypróbowanie. Myślę jednak nad zakupem takich baniek i samodzielne wykonywanie masażu w domowym zaciszu własnej łazienki. Na pewno będzie to bardziej kontrolowany masaż.

Z ciekawości, jak moje własne odczucia mają się do instrukcji wykonywania takiego masażu, poszperałam w Internecie i co znalazłam? Masaż należy wykonywać co 2-3 dni, zaleca się 10 zabiegów, po czym należy zrobić kilkudniową przerwę i można ponowić masaże. Najlepiej przed masażem wykonać peeling, a po przystawieniu bańki do skóry należy 'subtelnie' (!? kosmetyczka nie robiła tego subtelnie...) przesuwać ją po powierzchni skóry wykonując ruchy proste i okrężne i tu UWAGA! "zawsze masuj w kierunku serca"! [źródło].  Potwierdzają się więc moje odczucia! Na koniec ścieramy oliwkę papierowym ręcznikiem. Można wsmarować krem ujędrniający, który jak myślę, na rozgrzanej skórze bardzo szybko się wchłonie.

Komplet baniek czterech wielkości kosztuje od kilkunastu do około 40 złotych, w zależności, gdzie kupujemy. Chyba się skuszę...