29 sierpnia 2012

Wakacyjne zakupy pomadkowe

Już od dłuższego czasu mam fazę na pomadki w kolorze przygaszonego, przyszarzałego różu. Bo je można zawsze i wszędzie :) Są dyskretne na ustach, łatwo się nimi pomalować i pasują do wszystkiego. Poza tym mając złagodzone usta można poszaleć z makijażem oka! Zakupy ostatnich dwóch miesięcy może nie są zbyt zróżnicowane kolorystycznie, ale bardzo mnie cieszą :)

od lewej: Chanel Rouge Coco 09 Organdi Rose, P2 nr 020 Sunset Boulevard, Rimmel nr 070 Airy Fairy, Kryolan Glossy Pink

Chanel Rouge Coco 09 Organdi Rose ma piękne, klasyczne opakowanie i dyskretny, delikatny zapach. Szminka ma najmniejsze drobinki jakie kiedykolwiek widziałam widoczne na szmince, natomiast na ustach dają efekt błyszczącej satyny, pokusiłabym się o powiedzenie, że lekko metaliczny, ale bardzo dyskretny. Najciemniejsza wersja różowego koloru wśród pokazywanych. Daje zdecydowany kolor, mam wrażenie trójwymiarowości, pięknie i równomiernie pokrywa całe usta.

P2 nr 020 Sunset Boulevard z tych trzech błyszczy najbardziej i jest najjaśniejsza. To przyszarzały blady róż wpadający lekko w łososiowy kolor. Pomadka bezzapachowa, efekt kremu z błyszczykiem. Dobrze kryje usta, świetnie się z nimi stapiając.

Rimmel nr 070 Airy Fairy to kremowa pomadka o neutralnym kolorze zgaszonego różu i zapachu gumy balonowej. Niezbyt podoba mi się, jak kryje usta, ponieważ wchodzi w naturalne bruzdy i z bardzo bliska wydaje się, że nie jest równomiernie rozprowadzona.

Kryolan Glossy Pink, pomadka dołączona do sierpniowego Glossybox'a. Ma kolor ciemniejszy od P2 i bardziej różowy od Rimmel'a, ale jest jaśniejsza od Chanel. Jest kremowa na ustach, bezdrobinkowa i bezzapachowa, trochę wchodzi w bruzdy ust, podobnie jak Airy Fairy.

od lewej: Kryolan Glossy Pink, Rimmel nr 070 Airy Fairy, P2 nr 020 Sunset Boulevard, Chanel Rouge Coco 09 Organdi Rose
 

27 sierpnia 2012

Chodzą za mną pistacje i mięty

Pistacjowy lakier Bell serii Air Flow Lotus Effect kupiłam niedawno w Biedronce. Skusiłam się, ponieważ kupiony jakiś czas temu lakier z serii Fashion Colour w kolorze przygaszonego różu wpadającego lekko we wrzosowe tony, nr 304 - bardzo przypadł mi do gustu. Myślałam, że ten też przypadnie, ale niestety tak się nie stało.


Kolor jest śliczny, miętowo pistacjowy i to by było na tyle. Producent opisuje lakier jako "niezaklejający" płytki paznokcia i umożliwiający paznokciom „oddychanie” pod płaszczem koloru. "Zaawansowana technologicznie formuła lakieru pozwala na swobodną wymianę cząsteczek tlenu." Rozumiem z tego, że do paznokcia w jakiś sposób tlen dociera. Niestety lakier jest na moich paznokciach bardzo nietrwały, nie wytrzymał jednego dnia i nie zdążył sobie pooddychać... Z 10 pomalowanych paznokci, na 4 pojawiły się odpryski. Nieduże co prawda, i na paznokciach "pracujących", ale się pojawiały na tyle, by denerwować. Poza tym pędzelek jest cienki, bardzo miękki i albo się nim nabiera za dużo lakieru, albo za mało. Lakier jest lejący, ale bardzo szybko wysycha, co powoduje bardzo nierównomierne rozłożenie lakieru. Muszę przyznać, że mnie, weteranowi w malowaniu paznokci, nałożenie tego lakieru było ogromnym wyzwaniem... Jakoś się udało, zapewne dzięki językowi na brodzie, jednak wygląd, jaki możecie oglądać na zdjęciach to duża zasługa top coat'u Seche Vite, który wygładził powierzchnię lakieru kolorowego i ładnie nabłyszczył. Bez niego paznokcie nie miałyby wyglądu, a ja wstydziłabym się je pokazać.


Co poza dziwnym zasychaniem, pędzelkiem i odpryskami mi się nie podobało? Ostry zapach oraz to, że lakier nie jest oznaczony ani numerem, ani nazwą. W dzisiejszych czasach?? Dziwne, zwłaszcza gdy firmy idące z duchem czasu nie dość, że numerują lakiery, żeby lepiej się orientować w kolejnych kolekcjach, to jeszcze nazywają kolory niesamowicie ciekawymi nazwami, będącymi często grą słów opisujących kolor... A w serii Air Flow Lotus Effect, nie ma ani tego, ani tamtego. Szkoda, bo firmę Bell bardzo lubię i z niektórych produktów jestem naprawdę zadowolona. Z tego lakieru nie. Ciekawi mnie, czy miałyście ten lakier i czy moje wrażenia pokrywają się z Waszymi?

EDIT: Jest numer: 25, znalazłam dzięki Lily :) na spodzie buteleczki, wyciśnięty w szkle, co na pierwszy rzut oka wyglądało jak paciaja. No to numeracja istnieje w tej serii.

22 sierpnia 2012

Bardzo lazurowo tym razem

Oto lakier Essence Colour & go w nowej, pękatej buteleczce. Bardzo niebieski, lazurowy kolor o nr 128 let's get lost. Lakier ma jeden z najlepszych pędzelków, jakie do tej pory spotkałam, idealnie się nim maluje, jest wystarczająco szeroki z trochę cieniowanym włosiem na końcu, dzięki czemu jest bardziej precyzyjny. Nie lubię pędzelków grubo i płasko zakończonych i ten taki nie jest na szczęście :). Konsystencja nie jest lejąca się, to raczej średnio-gęsty lakier, ale maluje się naprawdę dobrze. Jest też mocno napigmentowany i kryjący, przy wprawie wystarczyłaby jedna warstwa, jednak dwie lepiej wg mnie wyglądają. Nie tworzy smug. Uwielbiam ten lakier za kolor i pozostałe zalety :)

Na paznokciach są dwie warstwy i top coat Seche Vite, dzienne światło, zdjęcia w cieniu.

Essence Colour & go, nr 128 let's get lost

19 sierpnia 2012

Wakacyjne zakupy lakierowe

Wakacje aż się proszą o szaleństwo lakierowe. Na paznokciach królują najróżniejsze kolory. Wróciłam trochę do różu, ale nie różu-różu, tylko raczej innego rodzaju tego koloru: nude i wpadającego w fiolet kremu.. Najczęściej jednak noszę ostatnio bardzo niebieskie kolory, lazurowe oraz różnego typu mięty i pistacje. Oto co zakupiłam w ostatnich kilku tygodniach.


Pierwszy od lewej strony był już przeze mnie opisywany, to lakier Bourjois z serii 10 days nr 14, w kolorze nudziakowego różu. Ma nietypowy, skośnie ścięty pędzelek. Bardzo go lubię, pasuje do wszystkiego.
Dwa kolejne z tego zdjęcia kupiła mi Madziula w Niemczech, w drogerii DM. Pośrodku stoi P2 Color Victim w kolorze 690 forever. Próby na paznokciu ujawniły jego mocną pigmentację, jestem go bardzo ciekawa, ponieważ dużo osób chwali te lakiery, a są one niedostępne w Polsce.. Ostatni w rzędzie to lakier firmy Wet n wild serii fastdry, w kolorze 237C Gray's Anatomy. To lakier kameleon, jeszcze nie wiem jaki jest na paznokciach, w buteleczce mieni się od fioletu do zieleni.


Kolejne nabytki, od lewej: lakier magnetyczny Golden Rose nr 09, metaliczny chłodny niebieski ze srebrem. Kupiłam jako ciekawostkę do wypróbowania zdobień magnesami. Na pierwsze pomalowanie taki sobie, krótko się trzyma na paznokciach, ale jeszcze go przetestuję porządniej. Drugim lakierem jest jasny, miętowy lakier Bell serii Air Flow Lotus Effect o tajnym numerze koloru, tajnym, bo na butelce nie ma żadnego oznaczenia. To lakier, który z  założenia pozwala paznokciom "oddychać" pod lakierem (cokolwiek to znaczy), ale za to ma ładny kolor w butelce. Trzecim lakierem jest mój ulubieniec ostatniego czasu, lazurowy kolor nowej odsłony Essence Colour & go, nr 128 let's get lost. Seria Colour & go zmienia opakowania z prostych na takie lekko pękate i niedługo dotrze do Polski. Lakier przywiozła mi oczywiście Madziula idealnie trafiając w gust kolorystyczny :) Będzie o nim niedługo, zdradzę jedynie, że ma rewelacyjny pędzelek!

13 sierpnia 2012

nowe kolory w lakierowej kolekcji

Nadrabiam zaległości lakierowe, ponieważ na urlopie poczyniłam znaczne zakupy ozdabiaczy paznokci. Miałam tą możliwość, aby zacząć testować nowe lakiery essence. Moim zdaniem na lepsze ponieważ już samo opakowanie jest bardziej profi, pędzelki są duże i wygodne. Nie jestem do końca pewna, czy mocno zmieniła się kolorystyka tych lakierów, ale jakoś w tych nowych buteleczkach o wiele więcej kolorów mi sie podoba. Wiele z nich posiada w sobie mieniące się drobinki - ale nie jest to brokat. Także ola boga jak wejdą na naszych sklepów nowe lakiery to mój budżet ucierpi, w Niemczech się powstrzymywałam bo wiadomo do samolotu wielu rzeczy się nie zabierze.
To przejdźmy do prezentacji:

Błękitny 19 z pięknymi mieniącymi się ciemnymi niebieskimi drobinkami. Drobinki ciężko było ująć na fotkach, ale są bardzo zbliżone do tego koloru, który mam na jednym paznokciu. Ten pojedynczy paznokieć pomalowany jest mini lakierem Misslyn 586. Na zdjęciu widać też to coat z rimmela (bo ja sahe na wyjeździe odmówiła posłuszeństwa tak zgęstniała).Dwie warstwy lakieru wystarczyły, drugiego dnia zaczął odpryskiwać.


Kolejny kolor (nie znam numeru ponieważ został u szwagierki) to brudny żółty bardziej pod musztardowy niż słoneczny kolor podchodzący. Lakier ten nie nakładał się już tak dobrze jak błękitny, był bardziej gęsty i trudno było zrobić równe warstwy. W związku z tym, że kolor mi się średnio podobał spróbowałam ciepło musztardy złamać brokatowym, zimnym to coatem również z essence (stara wersja holograficznego). 


I ostatnie dwa lakiery to czarny (już nie pamiętam jaki miałam zamysł artystyczny odnośnie czarnego ale się przyda) oraz to coat, który daje rewelacyjny efekt, ponieważ nie posiada w sobie brokatu a jakby drobno posiekane folijki - nie mam pojęcia. W każdym razie daje taki miękki efekt, który mieni się ciepłymi barwami pomarańczowego, żółtego i zielonego. Pewnie często będzie pojawiał się jako ozdobnik moich paznokci.

M.

10 sierpnia 2012

Sierpniowy Glossybox

Sierpniowe pudełko niespodzianek było dla mnie prawdziwą niespodzianką. Jak zawsze próbowałam w Internecie omijać ten temat, żeby nie dowiedzieć się wcześniej, co znajdę w moim pudełeczku. Moment otwierania jest niezwykle przyjemny... i co tym razem mamy?



Z zachwytu otworzyłam szerzej oczy, bo to się w normalnym życiu nie zdarza... jeszcze w ostatni weekend stałam w Złotych Tarasach w Warszawie w sklepie L'Occitane zastanawiając się nad kupnem czegokolwiek z ich limitowanej serii z werbeną.. pożałowałam wtedy tych 175zł za wodę toaletową, ale całą drogę do domu przykładałam nasączony świeżym zapachem papierek, nie mogąc się od niego oderwać... i co widzę w Glossyboxie? Dwa produkty L'Occitane z wyciągiem z werbeny! Żel pod prysznic oraz mydełko w kształcie liścia. Wyobraźcie sobie, jak byłam tym zaskoczona...


Ucieszyłam się na widok Clareny, bo zdążyłam już polubić tę firmę. Tym razem testować będę krem do biustu z efektem push up. Hymmm... podobno używany regularnie zwiększa objętość biustu.. mam nadzieję, że mojego już nie zwiększy ;) Ujędrnić, uaksamitnić i uelastycznić może jak najbardziej.


W składzie kremu Clareny na pierwszy rzut oka widzę różne ekstrakty roślinne, natomiast kolejny produkt, szampon Schwarzkopf Professional BC Oil Miracle składem mnie nie zachwycił, niestety. Zawiera dwa składniki, które podrażniają mi skórę głowy i unikam ich jak się tylko da: Sodium Laureth Sulfate (SLS) oraz Sodium Chloride. Przetestowałam wiele szamponów przez wiele lat próbując uchwycić to, co mi tak szkodziło. I nie tylko mi, jak się okazuje.. Trochę jestem zdziwiona tylko, że firmy, które kosztują dużo, dają do profesjonalnych kosmetyków takie podrażniające składniki. Zapach szamponu jest słodki, zobaczymy, bo może podrażnienie zostanie zminimalizowane obecnością łagodzącego panthenolu i olejkiem arganowym, które to widzę w połowie składników..


Charmine Rose to kolejna firma, nie znam jej, ale już gdzieś o niej słyszałam.. kosmetyki tej firmy stosują salony kosmetyczne. Mamy do spróbowania kokosowy, cukrowy peeling do ciała. Widzę niestety w składzie te same, co w szamponie Oil Miracle składniki, które mnie podrażniają. Ciekawe jak zareaguje ma nie moja skóra? Zapach to bardzo intensywny słodki kokos, jak słodka kokosanka :) 


Kolejnym produktem jest krem pod oczy Clinique, All About Eyes. Zdaje się, że jest to bestseller tej firmy, od wielu lat bardzo chętnie kupowany. Pamiętam, że kiedyś bardzo chciałam go wypróbować, ale cena mnie odstraszała. Teraz już mogę, a 5 ml słoiczek wystarczy mi na długo. Krem musi jednak poczekać, bo stosuję jeszcze cały czas krem pod oczy z poprzedniego Glossybox'a. Nie wytrzymałam jednak i otworzyłam.. konsystencja bardzo delikatnego kremu, mlecznego koloru, szybko się wchłania.


Ostatnia rzecz jest dla mnie wisienką na torcie. Wy jeszcze nie wiecie, ale ja jestem ostatnio maniaczką pomadek. Dlatego tak bardzo się nią ucieszyłam! Widać po bocznym napisie i nazwie szminki 'Glossy Pink', że została przygotowana specjalnie dla subskrynentek pudełka. Niezwykle miły prezent, bo wykracza poza 5 gwarantowanych produktów, a do tego w bardzo ładnym kolorze, takim na co dzień. Jest delikatnie kryjąca i podejrzewam, że będzie działała nawilżająco. Wyprodukował ją Kryolan, marka tworząca sceniczne, profesjonalne kosmetyki kolorowe.


Uwielbiam takie niespodzianki i bardzo podoba mi się sierpniowy Glossybox!